O mnie

Nazywam się Leszek Kaiser – dzisiaj uprawiam kulturystykę rekreacyjnie. Po raz pierwszy wziąłem do rąk ciężarki kiedy miałem 11 lat. Zrobiłem sobie wtedy samodzielnie hantle z puszek, kija od szczotki i gipsu. Tamte czasy budziły kreatywność … Jeśli komuś brakuje sprzętu może wykorzystać ten pomysł darmo a gips jest tani.

Mój kuzyn, starszy ode mnie o 6 lat, trenował już wtedy na dobre i nawet robił coś zadziwiającego – podciągał się na jednej ręce. Jego bicepsy wzbudzały wtedy mój prawdziwy podziw. Nawet pamiętam ile miał w bicu – 36 cm, co przy niewielkim wzroście 162 cm nieźle wygladało!

Na serio zacząłem treningi z kolegą Zbyszkiem kiedy obaj mieliśmy po niespełna 16 lat. Nasz sąsiad Karol wyrośnięty 17 latek naprzykrzał się nam wtedy, zawsze pokazując nam swoją przewagę siłową kiedy tylko była jakakolwiek okazja. Kiedy ze Zbyszkiem po zakupach na złomowcu jakiegoś prowizorycznego gryfu i krążków zaczęliśny trenować w niedużym strychu, inni koledzy dokuczali nam w przeróżny sposób. Odłączali nam kabel doprowadzajacy prąd, wyśmiewali itd.

Nie zrażało nas to na tyle by zaprzestać. Mniej więcej po 1,5 miesiącu Karol z innym koleżką zapukali do nas i spytali grzecznie czy mogliby spróbować ile „targną”. Pierwsza do sprawdzenia poszła ławka. I tu zaskoczenie. Mnie się udało wycisnąć wtedy 67 kg a Karola „zabiło” 60kg! Od tamtego dnia skończyło się zaczepianie, dokuczanie a zaczęła się „przyjaźń”.

Później Zbyszek namówił mnie na kolarstwo i zapisaliśmy się do Floty Gdynia. Zaczęło się super – od siłowni. Tak się angażowałem w treningi z ciężarami i ogólnorozwojowe, że nawet jako pierwszy z naborowej grupy dostałem rower kolarski.

To był zupełnie inny czas niż dzisiaj. Moja i Zbyszka kariera kolarska skończyła się po 7 miesiącach z prozaicznych dzisiaj powodów – sprzęt był stary, zużyty i psuł się codziennie, gum nie dało się już trwale skleić i daliśmy sobie spokój. Mnie nawet ulżyło, bo ciągnęło mnie po prostu do „siłki”.

Z trenerami z witryny TrenerOK